Wiadomości
Polka dostała nagrodę za pisanie "ściąg"
Licealiści już wyjechali, studenci posiedzą jeszcze prawie miesiąc. Przez wakacje szlifowali swój angielski i londyński bruk, a niemała część zdołała zarobić na podręczniki do szkoły. Wakacje u rodziny albo znajomych na Wyspach, to często połączenie przyjemnego z pożytecznym.
- Pomagałam kuzynce zajmować się małym dzieckiem i chodziłam na wakacyjny kurs językowy w koledżu na Harrow - opowiada Karolina, licealistka z Torunia. Angielskiego uczy się od dwóch lat w swojej szkole. Tu jednak usłyszała niemal zupełnie inny język.
- Jak świat światem w Polsce na lampę błyskową do aparatu mówiło się z angielska flash, wymawiając, jako "flesz". A tutaj mówi się "flasz". Słynna londyńska Abbey Road, gdzie nagrywali The Beatles i gdzie zrobiono ich słynne zdjęcie na przejściu dla pieszych, jest "abi", a nie jak zawsze słyszałam "ebi" - odkryła licealistka. Karolina twierdzi, że choć potrafi mówić na poziomie przynajmniej podstawowym i radzi sobie z czytaniem, to ma spore trudności, żeby zrozumieć mowę potoczną Brytyjczyków. Ludzi mówiących z obcym akcentem zwłaszcza.
Nauczycielka angielskiego Alicja Krupa tłumaczy: - Nie tylko ze zrozumieniem Hindusa albo Afrykańczyka może być problem. Bywa, że trudno dogadać się ze Szkotem, a podobno naprawdę dobrze zna angielski ten, kto zrozumie... pijanego Irlandczyka.
Język jak katar
Naukowcy obliczyli, że na Wyspach nawet rdzenni Anglicy lub Walijczycy mówią różnym akcentem w zależności od miejsca zamieszkania. Nie chodzi przy tym wcale o odległe regiony. Inny akcent spotyka się, co kilkanaście kilometrów. Dlatego właśnie profesor Higgins w głośnym musicalu My Fair Lady potrafił określić po sposobie mówienia, nie tylko, w jakiej dzielnicy Londynu, ale nawet, w jakim kręgu ulic mieszka rozmówca.
Podczas wakacyjnych kursów o takich niuansach nie ma jednak mowy. W ciągu dwóch lub trzech miesięcy można najwyżej przyswoić sobie podstawy. Bardzo skromne podstawy. - Sposobów na naukę języka jest tyle samo, ile na katar. Wszystkie dobre, ale katar i tak musi potrwać tydzień, a języka naprawdę dobrze nauczymy się po... pięciu latach - mówi pani Alicja.
Do tego pod warunkiem, że będzie chęć do nauki. Jak wiadomo, część emigrantów z czasów wojny do dziś nie radzi sobie zbyt dobrze z językiem Szekspira. Także osoby, które od początku pobytu na Wyspach żyją i pracują wśród rodaków czynią w angielskim umiarkowane postępy. - Oczywiście, pomaga telewizja, dobrze jest obracać się w anglojęzycznym środowisku. Tyle tylko, że pracując wśród ludzi źle mówiących po angielsku, będziemy "kaleczyć" język jak oni - dodaje nauczycielka.
Przypomina zarazem, że w angielskim, w miarę poznawania go, stopień trudności znacznie rośnie. Dotyczy to m.in. używania czasów bardziej skomplikowanych niż Present Simple i Present Perfect (czasów jest zaś aż 12), a także samych zwrotów, których bogactwo też odkrywa się powoli.
Bez ściągi ani rusz
Panuje przekonanie, że aby mówić po angielsku wystarczy znać zaledwie 200 słów. Podobno Ernest Hemingway używał w swoich utworach tylko 300 słów. Zasłynął zresztą, jako mistrz klarownego i przystępnego języka literackiego. Taki zasób słownictwa można było nabyć w letniej szkółce językowej, choć gwarancji na zostanie Hemingwayem nie ma - przynajmniej na polu literatury. Nietrudno natomiast zauważyć, że Polacy radzą sobie z językiem angielskim znacznie lepiej niż kilka lat temu.
Krystyna Dulak-Kulej, pracownica lotniska Heathrow, a z zamiłowania pisarka i poetka, była zrozpaczona brakami językowymi rodaków zaraz po naszym wejściu do Unii. Kilka lat temu zaczęła pisanie "ściąg" dla Polaków przybywających na Wyspy. - Bez przerwy wzywano mnie, jako tłumacza, bo ktoś nie potrafił zapytać o najprostszą rzecz. Zebrałam, więc kilkadziesiąt popularnych wyrazów i zwrotów, umieściłam na jednej kartce i zrobiła kilkaset kopii. Rozeszły się błyskawicznie - wspomina pani Krystyna.
Nagroda za "ściągi"
Jej "ściągi" stały się bardzo popularne, nie tylko na lotnisku, ale także w Slough gdzie mieszka i gdzie osiedliło się wielu polskich emigrantów. Pisała, więc kolejne, m.in. dla pracujących na budowach, sprzątających i pomocne w życiu codziennym. Starania Krystyny Dulak-Kulej doceniła też jej firma British Airways, nagradzając Polkę za działalność wolontariacką w swoim dorocznym konkursie "Shining Star Award".
Na pewno po wakacjach na Wyspach część uczniów i studentów doszlifowała anielski i błyśnie jakimś wyszukanym zwrotem na pierwszych zajęciach. Może poznali np. kilka przekleństw ciekawszych niż ten oklepany f...
Robert Małolepszy
polonia.wp.pl
piątek, 02 września 2011 13:58
-
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka, Twittera i YouTube. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
| Czytaj poprzedni artykuł: Zapraszamy na przedstawienie ’Julie M’ | Czytaj następny artykuł: Na kasie w Tesco, na lewo na budowie |
Gorące Tematy
DWP wypłaci nawet 1085 GBP przed świętami. Sprawdź, jakie wsparcie możes…
Wielka Brytania wprowadza ogromne zmiany dla osób z Settled Status. Nowe…
Wielka Brytania przygotowuje się na „śnieżną bombę”. Prognozy wskazują n…
Brytyjski rząd wycofuje się z prawa do ochrony pracowników przed niesłus…
Dziewięć ważnych zmian DWP i finansowych w grudniu. Co czeka mieszkańców…
Dodatek 250 GBP wpłynie na konta bankowe wybranych mieszkańców UK. Spraw…
Nowy „Atlas Polonii i Polaków za granicą”. Według danych w Wielkiej Bryt…






