Zaloguj się Załóż konto

Wielka Brytania: Council Tax i Stamp Duty do likwidacji? Nowy podatek od domów wywołał poruszenie

Wielka Brytania: Council Tax i Stamp Duty do likwidacji? Nowy podatek od domów wywołał poruszenie

W Wielkiej Brytanii wraca pomysł zastąpienia Council Tax i Stamp Duty roczną opłatą. Dla części domów oznaczałoby to tysiące funtów.

Pomysł brzmi prosto, ale jego skutki mogłyby mocno różnić się w zależności od miejsca zamieszkania.

Zespół Andy’ego Burnhama ma analizować propozycje ponadpartyjnej grupy kampanijnej Fairer Share, która chce zastąpienia Council Tax i Stamp Duty nową roczną opłatą od wartości nieruchomości - podaje The Negotiator.

Chodzi o rozwiązanie, które zastąpiłoby zarówno Council Tax, jak i Stamp Duty, czyli dwa podatki od dawna krytykowane przez właścicieli domów, kupujących i część ekspertów rynku mieszkaniowego. W zamian miałaby pojawić się jedna roczna opłata liczona jako procent wartości nieruchomości.

Dla jednych oznaczałoby to niższe rachunki. Dla innych, szczególnie w Londynie i na południowym wschodzie Anglii, mogłoby oznaczać stałe, wysokie obciążenie co roku, a nie tylko jednorazowy koszt przy zakupie domu.

Nowa roczna opłata zamiast dwóch obecnych podatków

Propozycja Fairer Share zakłada, że właściciele domów płaciliby rocznie 0,48 proc. wartości swojej nieruchomości. W przypadku drugich domów, pustych nieruchomości oraz domów należących do zagranicznych nabywców stawka byłaby wyższa i wynosiłaby 0,96 proc.

W praktyce oznaczałoby to, że właściciel domu wartego 250 000 GBP płaciłby 1200 GBP rocznie. Przy nieruchomości o wartości 1 mln GBP opłata wzrosłaby do 4800 GBP rocznie.


Fairer Share przekonuje, że system byłby prostszy i bardziej sprawiedliwy, bo każdy płaciłby taki sam procent od wartości swojej nieruchomości. Grupa twierdzi też, że na zmianie skorzystałoby 18 mln gospodarstw domowych.

Według Fairer Share reforma miałaby „przywrócić sprawiedliwość systemowi podatkowemu, zapewniając, że każdy płaci taki sam procent podatku od wartości swojej nieruchomości”. Kampania argumentuje również, że taki model wspierałby „wyrównywanie szans i równoważenie regionalne”, a jednocześnie usuwałby bariery w przeprowadzkach tworzone przez Stamp Duty.

W Newcastle, Manchesterze i Londynie rachunki wyglądałyby zupełnie inaczej

Największe emocje budzi to, że choć stawka byłaby jednolita, rachunki zależałyby od wartości domów w konkretnych częściach kraju. Dane o średnich cenach domów publikowane przez Office for National Statistics pokazują, jak duże mogłyby być różnice.
  • Typowy dom w Newcastle oznaczałby roczną opłatę na poziomie około 860 GBP.
  • W Manchesterze przeciętny rachunek wyniósłby około 1300 GBP.
  • W Londynie opłata mogłaby sięgać prawie 2700 GBP rocznie.

To właśnie Londyn i południowy wschód Anglii pojawiają się najczęściej w ostrzeżeniach branży nieruchomości. Wysokie ceny domów oznaczałyby tam znacznie wyższe roczne rachunki, nawet dla osób, które kupiły nieruchomość wiele lat temu i dziś nie mają wysokich dochodów.

Andy Burnham wcześniej określał Council Tax jako „bardzo regresywny”. Według Mail mówił też, że od dawna jest przekonany do argumentów za Land Value Tax, czyli podatkiem od wartości gruntu.

Jeśli Burnham poszedłby za rekomendacjami Fairer Share, podstawą nowej opłaty mogłyby być wartości gruntów, a nie same nieruchomości. To istotna różnica, bo Land Value Tax jest naliczany od niezabudowanej wartości ziemi, a nie od budynków czy ulepszeń znajdujących się na działce.

Rynek nieruchomości ostrzega przed skutkami ubocznymi

Tom Bill, Head of UK Residential Research w Knight Frank, przyznał, że sama prostota propozycji jest godna uwagi. Jednocześnie ostrzegł, że plan nastawiony przede wszystkim na zwiększanie wpływów podatkowych byłby lepszy niż system, który dalej upolityczniałby rynek mieszkaniowy przez celowanie w landlordów, deweloperów, zagranicznych nabywców lub właścicieli drugich domów.

„Podobne podejście do Stamp Duty w ostatnich latach nie tchnęło życia w rynek, zwłaszcza w tych droższych obszarach, gdzie prawdopodobnie ma być zbierana większość wpływów” – powiedział Tom Bill.


Jego zdaniem dodatkowe zniechęcanie landlordów mogłoby pogłębić problemy najemców. „W czasie, gdy wielu landlordów ma trudności z tym, żeby wszystko spinało się finansowo, każde kolejne zniechęcenie prawdopodobnie doprowadzi do mniejszej liczby dostępnych nieruchomości i wyższych czynszów, co uderza w najemców” – dodał.

Ekspert Knight Frank zwrócił też uwagę na psychologiczny efekt nowej opłaty. Jednorazowy rachunek za Stamp Duty to coś innego niż powtarzający się co roku podatek, zwłaszcza gdy domy drożeją.

„Coroczne wyceny zamienią wzrost cen domów w stałe zobowiązanie podatkowe, co nieuchronnie wpłynie na decyzje” – stwierdził Tom Bill. Według niego osoby planujące przeprowadzkę do większego domu mogłyby się dwa razy zastanowić, szczególnie w Londynie i na południowym wschodzie, gdzie płatności stanowiłyby większą część dochodu.

Wyceny domów mogą stać się kolejnym polem sporu

Jednym z trudniejszych elementów takiej reformy byłoby ustalenie wartości nieruchomości lub gruntu. Tom Bill wskazał, że wycena domów przy podmiejskiej ulicy z szeregową zabudową, nawet z użyciem dronów lub innych technologii, byłaby mniej skomplikowana niż wycena wyjątkowych nieruchomości w najdroższych częściach Londynu.

W takich miejscach domy są często bardziej indywidualne, a to mogłoby prowadzić do sporów i podważania wycen. Branża zwraca uwagę, że przy rocznym podatku od wartości każda zmiana wyceny miałaby bezpośrednie znaczenie dla rachunku właściciela.

Zobacz też:


Mimo krytyki Tom Bill nie odrzuca samej idei opodatkowania aktywa zamiast transakcji. Jego zdaniem taki model mógłby poprawić mobilność społeczną i gospodarczą, zwiększyć wpływy z innych podatków, takich jak VAT, zlikwidować powszechnie nielubiany Stamp Duty i zapewnić stabilniejsze dochody podatkowe.

Zastrzegł jednak, że propozycje musiałyby wyglądać politycznie neutralnie. „Bez względu na ponadpartyjne poparcie lub jego brak, propozycje powinny sprawiać wrażenie politycznie neutralnych, żeby nie powielać niezamierzonych skutków zmian w Stamp Duty z ostatniej dekady” – powiedział.


„Zasada jest słuszna, ale obawiam się, że wykonanie będzie katastrofalne”

Amy Reynolds, Head of Sales w agencji Antony Roberts w Richmond, powiedziała, że propozycja Andy’ego Burnhama dotycząca Land Value Tax wywołała w branży nieruchomości dużą dyskusję. Jej zdaniem nie bez powodu.

Przypomniała, że Land Value Tax jest naliczany od nieulepszonej wartości samej ziemi, a nie od budynków lub inwestycji na działce. Burnham argumentował, że grunty w Wielkiej Brytanii są opodatkowane zbyt nisko, wskazując na duże obszary niewykorzystanej ziemi, za które obecnie nie ma znaczącej opłaty, nawet jeśli działki pozostają puste i niezabudowane.

Reynolds popiera likwidację Stamp Duty. „Czy chciałabym, żeby Stamp Duty zniknął? Oczywiście, że tak. Blokuje płynność na rynku nieruchomości i jest niesamowicie niesprawiedliwym podatkiem” – powiedziała.

Zwróciła uwagę, że ludzie płacą podatek od dochodu, a później muszą zapłacić bardzo dużą kwotę tylko po to, by kupić dom szeregowy, ponieważ znajduje się on w Londynie. Jej zdaniem Stamp Duty zniechęca osoby starsze do przeprowadzek do mniejszych domów i utrudnia start pierwszym kupującym, którzy przez to dłużej zostają na rynku najmu i płacą bardzo wysokie czynsze.

Reynolds skrytykowała również Council Tax. Nazwała go przestarzałym i nieproporcjonalnym, bo opiera się na wycenach z 1991 roku.

Problemem, jak podkreśla, pozostaje Londyn i południowy wschód Anglii. „Domy w tych regionach szybko zyskiwały na wartości, co oznacza, że podatek od wartości gruntu mógłby doprowadzić do gwałtownego wzrostu rachunków dla milionów rodzin” – ostrzegła.

Jako przykład podała rodzinę z Richmond, która kupiła dom 20 lat temu. Taka rodzina może mieć wartościowy majątek, ale skromniejsze bieżące dochody, a roczna opłata mogłaby nie mieć związku z tym, ile faktycznie może zapłacić.

„Zasada jest słuszna, ale obawiam się, że wykonanie będzie katastrofalne. Bez pełnych szczegółów, których jeszcze nie ma, grozi to politycznym nalotem na londyńskie bogactwo przebranym za północne wyrównywanie szans. Zasługujemy na to, by zrozumieć realny wpływ, zanim jakiekolwiek zasady się zmienią” – powiedziała Amy Reynolds.

Eksperci widzą sens w zmianie, ale nie bez dokładnych zasad

Jeremy Leaf, agent nieruchomości z północnego Londynu i były przewodniczący RICS Residential, przypomniał, że w przeszłości podejmowano wiele prób przechwycenia części „nadzwyczajnych” wzrostów wartości gruntów. Takie wzrosty często wynikały przynajmniej częściowo z publicznych inwestycji lub decyzji planistycznych, ale większość wcześniejszych prób kończyła się niepowodzeniem.

Jego zdaniem najtrudniejsze będzie ustalenie takiej stawki podatku, która nie zniechęci do budowy, a jednocześnie zachęci właścicieli do udostępniania kolejnych terenów pod inwestycje.

Leaf ocenił, że najnowsza propozycja Burnhama jest godna uwagi, ale nie wygląda na wystarczająco przemyślaną pod kątem wpływu na działanie rynku. Problemem miałaby być również sama wycena gruntów i budynków, szczególnie bez pozwolenia na budowę, które pomagałoby ustalić faktyczną odpowiedzialność podatkową.

Nie uznał jednak pomysłu za pozbawiony sensu. „Jeśli propozycja zostanie odpowiednio rozważona, a podatek ustalony na właściwym poziomie razem z dodatkowymi usprawnieniami w procesach planistycznych i realizacji inwestycji, wtedy realne korzyści dla wszystkich mogą być rezultatem” – powiedział Jeremy Leaf.

-
 
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka, Twittera i YouTube. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Czytaj poprzedni artykuł:
Wielka Brytania szykuje się na trzecią falę upałów. Temperatury mogą sięgnąć 32 stopni
 Czytaj następny artykuł:
16-latek postrzelony w Birmingham. Policja mówi o ciężkich obrażeniach