Wiadomości
Brexit po 10 latach wraca jak bumerang. Europa poszła dalej, a Wielka Brytania wciąż szuka odpowiedzi
Dekadę po referendum Brexit pozostaje w Wielkiej Brytanii żywym sporem, podczas gdy Unia Europejska patrzy na niego coraz chłodniej.
Poranek 24 czerwca 2016 roku w Brukseli był szary, duszny i pochmurny. Noc wcześniej nad miastem przeszła burza, ale prawdziwe polityczne wyładowanie przyszło z Wielkiej Brytanii, gdzie wyborcy opowiedzieli się za opuszczeniem Unii Europejskiej.
W instytucjach unijnych panowały wtedy szok, smutek i złość. Nikt nie znał odpowiedzi na najważniejsze pytania: co wydarzy się dalej, kiedy Wielka Brytania formalnie wyjdzie z Unii i czy David Cameron zrezygnuje ze stanowiska premiera. Kilka godzin później Cameron rzeczywiście ogłosił swoją rezygnację.
Dziesięć lat później emocje po tamtym poranku wyglądają zupełnie inaczej. W Wielkiej Brytanii relacje z Unią Europejską nadal są przedmiotem politycznego sporu, a kraj zmierza już w stronę siódmego premiera w ciągu dekady. W Brukseli Brexit coraz częściej jest natomiast traktowany nie jak bieżący kryzys, lecz jak historyczny rozdział, który Unia ma już za sobą.
Bruksela pamięta poranek po referendum, ale nie żyje już Brexitem
Gdy stało się jasne, że Wielka Brytania zagłosowała za wyjściem z Unii Europejskiej, w Brukseli zapanowała atmosfera niedowierzania. Urzędnicy unijnych instytucji mieli płakać, część wysokich rangą brytyjskich urzędników w strukturach UE przygotowywała się do odejścia, a antyunijni populiści w Europie świętowali.Europejscy liderzy obawiali się wtedy efektu domina. Istniał strach, że brytyjskie referendum zachęci kolejne państwa do podobnych decyzji i osłabi cały projekt europejski - podaje The Guardian.
Ówczesny przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz mówił, że unijni prawnicy analizują, czy można przyspieszyć uruchomienie artykułu 50. Był to wówczas mało znany i nigdy wcześniej nietestowany mechanizm formalnego opuszczenia Unii Europejskiej przez państwo członkowskie.
Jean-Claude Juncker, ówczesny przewodniczący Komisji Europejskiej, deklarował natomiast, że chciałby rozpocząć negocjacje brexitowe „natychmiast”. Pomysł szybkiego wypchnięcia Wielkiej Brytanii za drzwi został później porzucony, ale dobrze oddawał napiętą atmosferę pierwszych godzin po referendum.
Unia Europejska szybko ustaliła zasady gry
Pierwszy szok nie trwał jednak długo. Już 29 czerwca 2016 roku, podczas pierwszego spotkania bez udziału Wielkiej Brytanii, pozostałe 27 państw członkowskich ustaliło najważniejsze zasady dalszego postępowania.Unia Europejska jasno zaznaczyła, że nie będzie negocjacji bez formalnego uruchomienia artykułu 50. Ustalono również, że Wielka Brytania nie będzie mogła wybierać sobie tylko tych elementów członkostwa, które są dla niej wygodne.
Najważniejsza była zasada nierozerwalności czterech swobód: przepływu towarów, usług, kapitału i osób. Innymi słowy, dostęp do części unijnego rynku nie miał być oddzielony od reguł, które tworzą wspólny rynek jako całość.
Ten schemat okazał się wyjątkowo trwały. Przetrwał lata politycznego chaosu w Londynie, zmianę premierów, wybory i długi kryzys parlamentarny.
Efekt domina nigdy nie nastąpił
W 2016 roku wielu polityków i komentatorów zastanawiało się, czy Brexit będzie początkiem rozpadu Unii Europejskiej. Tak się jednak nie stało. Żadne kolejne państwo nie poszło śladem Wielkiej Brytanii.Zamiast tego Unia Europejska musiała zmierzyć się z serią znacznie większych wyzwań. Była globalna pandemia, pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę, powrót Donalda Trumpa, szoki cenowe na rynku energii i coraz ostrzejsza konkurencja gospodarcza ze strony Chin.
Po referendum brexitowym Unia zdecydowała się też na kroki, które wcześniej byłyby politycznie trudniejsze. Pojawiło się wspólne zadłużenie, wspólne zakupy szczepionek, gazu i broni.
Według tej perspektywy obecność brytyjskiego premiera przy unijnym stole mogłaby takie decyzje komplikować. Przez 47 lat członkostwa Wielka Brytania często była sceptycznym głosem wobec głębszej integracji europejskiej, negocjowała wyjątki i sprzeciwiała się rozwiązaniom uznawanym w Londynie za zbyt federalistyczne.
Były unijny urzędnik mówi wprost: obecny układ odpowiada Brukseli
Jonathan Faull, były szef brytyjskiej grupy zadaniowej w Komisji Europejskiej, uważa, że Unia Europejska przyzwyczaiła się już do Brexitu. Faull odszedł z Komisji, po 38 latach pracy, po referendum z 2016 roku.Jego ocena obecnych relacji jest dla Londynu mało komfortowa. Jak stwierdził, ostateczne porozumienie jest „bardzo korzystne dla UE”. Dodał również, że Lord Frost i jego zespół „negocjowali źle”, odnosząc się do brytyjskiego głównego negocjatora umowy po Brexicie.
Faull podkreślił, że umowa o handlu i współpracy pozostawia Unię Europejską „dość zadowoloną pod względem gospodarczym”. Jego zdaniem obecny stan rzeczy odpowiada Brukseli.
„Na kontynencie nie ma wielkiej chęci resetowania relacji z Wielką Brytanią. Wydaje się, że zasadniczo jest im z tym w porządku” – powiedział Faull.
To ważny element całej debaty. W Wielkiej Brytanii rozmowa o relacjach z Unią wciąż potrafi wywoływać bardzo silne emocje. W Brukseli dominuje zaś bardziej chłodne podejście: skoro obecny układ jest korzystny albo przynajmniej akceptowalny, presja na głęboką zmianę jest niewielka.
Zobacz też:
Wielka Brytania nadal spiera się o Europę
Choć Unia Europejska ruszyła dalej, w samej Wielkiej Brytanii temat relacji z kontynentem nie zniknął. Najnowszy sondaż opublikowany w tym tygodniu pokazał, że 60 proc. osób w wieku od 18 do 28 lat poparłoby ponowne wejście Wielkiej Brytanii do Unii Europejskiej.To pokazuje wyraźną zmianę pokoleniową. Dla młodszych wyborców Brexit nie musi być zamkniętą decyzją sprzed lat, lecz sprawą, która wpływa na ich możliwości pracy, podróży, edukacji i przyszłości.
W tekście pojawia się również nazwisko Andy’ego Burnhama, określanego jako najbardziej prawdopodobny następny premier Wielkiej Brytanii. Burnham mówił, że widzi „długoterminowy argument” za ponownym wejściem do Unii Europejskiej, ale nie zamierza zabiegać o to natychmiast.
To stanowisko dobrze oddaje obecny polityczny problem. Nawet politycy otwarci na bliższe relacje z Unią Europejską wiedzą, że temat powrotu do UE pozostaje w Wielkiej Brytanii niezwykle delikatny.
Europejscy liderzy mówią o otwartych drzwiach, ale warunki byłyby trudne
Były przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel powiedział „The Guardian”, że gdyby Wielka Brytania kiedykolwiek poprosiła o ponowne członkostwo, Unia Europejska zareagowałaby „w pozytywnym duchu”. Michel, który w czasie referendum był premierem Belgii, zaznaczył jednak, że najpierw musiałaby to być decyzja samej brytyjskiej polityki.Podkreślił, że chodziłoby o moment, w którym w Wielkiej Brytanii pojawiłaby się gotowość do poważnej krajowej debaty. Nie byłby to więc gest symboliczny ani chwilowy zwrot nastrojów, lecz duża decyzja państwowa.
O powrocie Wielkiej Brytanii do Unii ciepło wypowiadał się także premier Polski Donald Tusk, który mówił, że marzy o „Breturn”. Premier Hiszpanii Pedro Sánchez powiedział z kolei wcześniej w tym roku w rozmowie z „New Statesman”, że „brakuje nam Wielkiej Brytanii w UE”.
Także opinia publiczna w państwach Unii Europejskiej wydaje się przychylna takiemu scenariuszowi. Sondaż dla Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych pokazał, że 66 proc. respondentów w 15 krajach „zdecydowanie popiera” albo „raczej popiera” członkostwo Wielkiej Brytanii w UE.
Najniższe poparcie odnotowano w Bułgarii, gdzie wyniosło 56 proc., oraz we Francji i Włoszech, gdzie sięgnęło 59 proc. Najwyższe było w Holandii i Danii.
Powrót do Unii Europejskiej nie jest dziś realnym scenariuszem
Mimo takich wypowiedzi ponowne członkostwo Wielkiej Brytanii nie leży dziś na stole. To raczej odległa perspektywa niż konkretny plan polityczny.Georg Riekeles, który pracował dla głównego unijnego negocjatora Brexitu Michela Barniera, uważa, że powrót Wielkiej Brytanii byłby możliwy tylko w długiej perspektywie i zależałby od trwałego konsensusu w samym kraju.
Jak powiedział, logika strategiczna, gospodarcza i geopolityczna prowadzi w jednym kierunku, ale „ponowne wejście nie jest nastrojem”. Według niego byłby to wybór narodowy wymagający realizmu, dyscypliny i zaufania.
Riekeles podkreślił, że Unia Europejska musiałaby zobaczyć trwały krajowy konsensus oraz dowód, że Wielka Brytania naprawdę zmieniła zdanie. To oznacza, że same sondaże czy deklaracje pojedynczych polityków nie wystarczyłyby do rozpoczęcia tak poważnego procesu.
Bruksela będzie patrzeć przede wszystkim na stabilność Londynu
Ważnym elementem tej układanki jest polityczna niestabilność Wielkiej Brytanii. Kraj zmierza w stronę siódmego premiera w ciągu 10 lat, a relacje z Unią Europejską pozostają przedmiotem sporu.Riekeles stwierdził, że odejście Keira Starmera „rodzi pytanie o stabilność” brytyjskiego systemu. Z perspektywy Brukseli nie chodziłoby więc wyłącznie o to, czy Wielka Brytania chce wrócić do Unii, lecz czy jest w stanie utrzymać takie stanowisko przez dłuższy czas.
„Nikt nie chce być na kolejce górskiej” – powiedział Riekeles, opisując oczekiwania Unii Europejskiej wobec Londynu.
To zdanie dobrze podsumowuje różnicę między obecną debatą po obu stronach kanału La Manche. W Wielkiej Brytanii Brexit nadal jest politycznym punktem zapalnym, symbolem podziałów i pytaniem o przyszłość kraju. W Unii Europejskiej coraz częściej jest już doświadczeniem, z którego wyciągnięto wnioski, ale do którego nie ma szczególnej chęci wracać.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka, Twittera i YouTube. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Gorące Tematy

10 niezwykłych plaż w Wielkiej Brytanii. Nie trzeba jechać nad morze

Nawet 40°C w Wielkiej Brytanii. Dlaczego taki upał jest bardziej uciążli…

Fala upałów zamyka kolejne szkoły w Wielkiej Brytanii. Lista placówek wc…

Pilne: Czerwony alert przed upałami w Wielkiej Brytanii. Zagrożenie dla …

Zakaz podlewania ogrodów w Wielkiej Brytanii. Pierwszy dostawca wprowadz…

Tajemnicze zaginięcie Polki w Wielkiej Brytanii. Rodzina błaga o pomoc

Bank Anglii wydał pilne ostrzeżenie dla osób używających gotówki


