Zaloguj się Załóż konto
Polish (Poland)English (United Kingdom)

Swojski ponglish

Rozbrzmiewa w autobusach, miejscach pracy, sklepach. Jest coraz bogatszy, pojawia się wszędzie tam gdzie pojawiają się Polacy, którzy chętnie korzystają z angielskich zwrotów. Według fachowców, wprowadzanie takich słów nie jest zjawiskiem nowym, językoznawcy odnotowują je już od początku XX wieku. Zakres zapożyczeń zależy m. in. od charakteru emigracji, wykonywanej pracy, wykształcenia i stosunku do polszczyzny. - Najczęściej wprowadzane do języka mówionego emigrantów są wyrazy odnoszące się do pracy, zakupów, nazywające desygnaty nieznane w kraju, wyrażające emocje - mówi specjalnie dla portalu Onet.pl, profesor  Elżbieta Sękowska z Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. - Być może zapożyczanie jest skutkiem pragmatyzmu albo lenistwa; nie chce się człowiekowi szukać w pamięci słowa polskiego, które adekwatne byłoby do sytuacji, korzysta z tego, co najbliższe - dodaje.

Lądek czyli stolica

Słownik ponglish wciąż pęcznieje. Jedziemy do Londynu, a może do Lądka? Emigranci (lub czasami migranci) - przy okazji posługując się znajomością filmów Stanisława Barei - często wybierają polską wersję. Overtimes, czyli nadgodziny zamieniają się w swojskie overki, a travel card - polska przejazdówka  - staje się trawelką. Jako sympatyczne określa to zjawisko Bartek Chaciński, wiceszef "Przekroju", przede wszystkim jednak autor "wypasionych" i "wyczesanych" słowników najmłodszej polszczyzny. W rozmowie z Onet.pl tłumaczy, że nie lubi neologizmów czerpanych wprost z angielskiego, znacznie lepiej kojarzą mu się za to wyrazy przekształcone i zapisywane wprost po polsku. - Być może większe pretensje mogą mieć Anglicy, którzy powinni się bać o czystość własnego języka. Polski pokazuje swoją elastyczność i umiejętność wchłaniania obcych słów, a zarazem karmi się nowymi pojęciami - tłumaczy i postuluje, aby "ingerować w angielski ile wlezie".

Dla emigrantów te ingerencje są naturalne. Pytani przez nas odpowiadają, że robią to spontanicznie, bez zastanowienia. Kłania się także nasza skłonność do zdrobnień i zgrubień, których w angielskim jest bardzo niewiele. I tak safety shoes stają się sejfciakami, dzięki którym nasza noga nie zostanie schrunchowana (od angielskiego scrunch - zgnieść). Potem będziemy mogli pojechać na mały sobotni szoping do siti, oczywiście jeżeli starczy nam pikaczy (czyli pensów). Na koniec wylądujemy na imprezie na flacie, będzie udana jeżeli naszym znajomym uda się wziąć offa, czyli polskie wolne.

Zaskoczyć, zaistnieć, zapamiętać

Czy takie zwroty mają szanse na stałe wejść do języka polskiego, także po powrocie emigrantów do kraju? Zdania specjalistów są podzielone. - Dane słowo musi nie tylko zaistnieć, ale i zostać zaakceptowane przez większą liczbę użytkowników. Nawet w przypadku masowego powrotu emigrantów, ich liczba - nieco wbrew  demonicznym obrazom kreowanym w mediach - jest zbyt mała, by mogła realnie wpłynąć na stan języka polskiego -  mówi Grzegorz Zarzeczny, doktorant z  Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, który zajmował się tym tematem. Profesor Elżbieta Sękowska podkreśla, że aby to ocenić potrzeba wielu kolejnych lat.  - Zdarzało się, że niektóre wyrazy zaadaptowane w języku polonijnym w Ameryce (np. biznes, lincz, pled, sportsman, farma), przejmowane były do polszczyzny, kiedy zmieniły się realia. Dotyczy to jednak pożyczek właściwych. Na pewno małe szanse maja wyrazy typu: overki, travelka, reducety, brać offa itd., bo nie maja zakotwiczenia w polskiej rzeczywistości - podsumowuje naukowiec z warszawskiego uniwersytetu. - Do Polski niektóre słowa z całą pewnością się przebiją, kiedy ich polscy użytkownicy zaczną wracać do kraju, przenosić tu angielskie wzorce związane z pracą i czasem wolnym - uważa natomiast Bartek Chaciński.

Źródło:Michał Wyszowski onet.eu

-
 


Czytaj poprzedni artykuł:
Najbliższe wydarzenia
 Czytaj następny artykuł:
Praca na wyspach - jest fatalnie, będzie gorzej