Zaloguj się Załóż konto

W Wielkiej Brytanii rośnie niepokój o ceny żywności. Chleb, makaron i ziemniaki mogą zdrożeć

W Wielkiej Brytanii rośnie niepokój o ceny żywności. Chleb, makaron i ziemniaki mogą zdrożeć

W UK pojawiło się ostrzeżenie o możliwych podwyżkach cen i brakach na półkach. Powodem są zaburzenia w jednym z najważniejszych szlaków handlowych świata.

Brytyjscy konsumenci mogą w najbliższych tygodniach odczuć skutki napiętej sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Pojawiło się ostrzeżenie, że ceny części podstawowych produktów spożywczych w supermarketach mogą zacząć rosnąć, a na półkach mogą pojawić się braki.

Chodzi o towary codziennego użytku, które trafiają do Wielkiej Brytanii dzięki globalnym łańcuchom dostaw - podaje express.co.uk.

Według przedstawicieli branży pierwsze skutki mogą być widoczne już w ciągu czterech do sześciu tygodni.

Konflikt na Bliskim Wschodzie może szybko odbić się na cenach w Wielkiej Brytanii

Ostrzeżenie dotyczy sytuacji wokół Cieśniny Ormuz, jednego z najważniejszych kanałów transportowych dla światowego handlu.

George Phillips, dyrektor handlowy firmy Wanis, określanej jako największy w Wielkiej Brytanii dystrybutor i hurtownik żywności świata, powiedział, że ograniczenie tego szlaku przez Teheran może uderzyć Brytyjczyków po kieszeni, jeśli zakłócenia będą się utrzymywać.


Jak podkreślił, problem nie dotyczy wyłącznie samego transportu gotowych produktów.

Wąski szlak handlowy obsługuje również około jedną czwartą światowych surowców wykorzystywanych do produkcji nawozów syntetycznych, od których zależy około połowa globalnej produkcji żywności.

To właśnie dlatego skutki mogą objąć znacznie więcej kategorii niż tylko towary importowane bezpośrednio z zagranicy.

Podwyżki nie muszą być natychmiastowe, ale branża już mówi o presji kosztowej

George Phillips przyznał, że jego firma na razie nie chce przerzucać kosztów na klientów. Zaznaczył jednak wyraźnie, że taki scenariusz może się zmienić, jeśli problem okaże się długotrwały lub jeżeli wzrost kosztów będzie wyższy niż obecnie zakładany.

Powiedział: „Nasze stanowisko byłoby takie, by w krótkim terminie nie przerzucać kosztów na klientów, a jeśli wzrost wyniósłby kilka procent, zdecydowanie staralibyśmy się tego uniknąć w nadziei, że będzie to problem tymczasowy, a nie długoterminowy”.

Dodał jednak: „Ale jeśli zakłócenia okażą się przedłużające, a koszty będą wyższe, sytuacja może wyglądać inaczej. Otrzymaliśmy sygnały od linii żeglugowych, że koszty wzrosną, ale nie ma jeszcze konkretów, bo jest za wcześnie, by to ocenić”.


Według niego wzrost cen miałby raczej charakter stopniowy. Zaznaczył, że konsumenci mogą odczuć go w perspektywie od czterech do sześciu tygodni i że nie będzie to skok tak gwałtowny jak w przypadku kryzysu energetycznego.

Te produkty mogą zostać dotknięte najbardziej

Wśród artykułów, które mogą zostać objęte wyższymi kosztami transportu, wymieniono przede wszystkim podstawowe produkty spożywcze i artykuły codziennego użytku. Zagrożenie dotyczy zarówno żywności importowanej, jak i produktów zależnych od dostępności nawozów syntetycznych.
  • chleba
  • makaronu
  • olejów spożywczych
  • herbaty
  • kawy
  • cukru
  • ryżu
  • makaronów instant i noodle
  • mięsa
  • nabiału
  • warzyw, w tym ziemniaków
W ostrzeżeniu wskazano, że mięso, nabiał i warzywa, w tym ziemniaki, mogą ucierpieć nie tyle przez sam transport, ile przez ograniczenia w dostępności składników potrzebnych do produkcji nawozów syntetycznych. To oznacza, że skutki kryzysu mogą rozlać się szerzej po całym rynku żywności.

Na półkach mogą pojawić się luki, choć nie od razu

Firma Wanis importuje około 60 proc. tego, co sprzedaje w Wielkiej Brytanii. Z tego powodu również ona może odczuć skutki zakłóceń w globalnych dostawach, a w konsekwencji w sklepach mogą pojawić się przejściowe braki części towarów.

George Phillips zaznaczył jednak, że nie chodzi o nagłe opróżnienie sklepów. Jak powiedział: „Nie sądzę, by półki nagle opustoszały, ale pojawią się luki”.

Dodał także: „Wszystko, co jest importowane ze wschodu, będzie opóźnione, jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie się nie rozwiąże, a moim zdaniem nie wygląda na to, by miało się to stać natychmiast”.

Według niego dodatkowym zagrożeniem może być reakcja samych klientów. Ostrzegł, że jeśli ludzie zaczną gromadzić zapasy, dostępność produktów może w krótkim czasie pogorszyć się jeszcze bardziej.

Trasy statków mogą się wydłużyć nawet o 40 proc.

Jednym z powodów obaw są możliwe zmiany tras statków towarowych. Jeśli przewoźnicy będą zmuszeni omijać zagrożony rejon, część ładunków może zostać skierowana wokół Rogu Afryki. To oznaczałoby znaczne wydłużenie podróży.

Według George’a Phillipsa takie objazdy mogą zwiększyć długość rejsów nawet o 40 proc. To z kolei oznacza wyższe koszty paliwa, transportu i logistyki, które przy przedłużającym się kryzysie mogą zostać przeniesione na końcowych odbiorców, czyli konsumentów.

Zobacz też:


Eksperci mówią o podatności brytyjskiego rynku na zewnętrzne wstrząsy

Podobne ostrzeżenie przedstawił także ekspert ds. dostaw żywności Oisin Hanrahan, założyciel firmy produkcyjnej Keychain. Jego zdaniem zablokowanie przepływu składników do nawozów syntetycznych może mieć „ogromny efekt domina dla podstawowych produktów, takich jak chleb i makaron”.

Hanrahan zwrócił uwagę, że Wielka Brytania importuje nawet 42 proc. swojej żywności. To sprawia, że kraj jest szczególnie wrażliwy na globalne wstrząsy i uzależniony od transportu morskiego oraz związanych z nim kosztów.

Powiedział: „Importujemy do 42 proc. naszej żywności, co czyni nas podatnymi na globalne wstrząsy i uzależnia od żeglugi oraz związanych z nią kosztów. Chociaż Wielka Brytania nie importuje żywności bezpośrednio z Iranu, globalny łańcuch dostaw jest poważnie zakłócany przez ten konflikt”.

Padła też rada dla klientów w Wielkiej Brytanii

George Phillips zaapelował, by konsumenci zwracali większą uwagę na pochodzenie kupowanej żywności. Jego zdaniem obecna sytuacja może być momentem, w którym część osób zacznie częściej wybierać produkty lokalne zamiast sprowadzanych z daleka.

Jak stwierdził: „Gdybym był klientem, potraktowałbym to jako okazję, by sprawdzić, skąd pochodzi moja żywność”. Dodał też, że skupienie się na brytyjskich produktach mogłoby częściowo ograniczyć skutki wzrostu kosztów.

W praktyce ostrzeżenie nie oznacza jeszcze natychmiastowego kryzysu na sklepowych półkach. Pokazuje jednak, jak szybko wydarzenia geopolityczne poza Europą mogą przełożyć się na codzienne wydatki gospodarstw domowych w Wielkiej Brytanii.

-
 
Dziękujemy za przeczytanie artykułu do końca! Zachęcamy do odwiedzenia naszego Facebooka, Twittera i YouTube. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Czytaj poprzedni artykuł:
Ceny diesla w Wielkiej Brytanii znów rosną. Kierowcy płacą nawet 147p za litr
 Czytaj następny artykuł:
Wielka Brytania: zatrudnienie młodych pracowników może kosztować firmy nawet £6 800 więcej